Żywe witaminy
Była sobie raz dziewczynka Gabrysia, która nie lubiła jeść owoców. Domagała się cukierków, ciastek, czekoladek, ale smacznych i zdrowych owoców jeść nie chciała.
Pewnego ranka dziewczynka obudziła się i zdała sobie sprawę, że zupełnie nie ma siły. Nie mogła nawet wstać z łóżka.
— Jesteś chora? — zapytała z niepokojem mama.
— Chyba nie. Ale nie chce mi się wstawać, chociaż się wyspałam — odpowiedziała Gabrysia.
Mama zrozumiała, o co chodzi. Była zima, a Gabrysia nie jadła owoców, więc bez witamin osłabła.
— Przygotuję ci magiczną sałatkę z żywych witamin — zaproponowała mama.
— Jak to? — Gabrysia otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
— Zaraz zobaczysz — powiedziała mama i poszła do kuchni.
Wzięła jabłko, banana, pomarańczę, persymonę i gruszkę. Pokroiła owoce, polała je śmietaną z miodem i przyniosła córce.
— Co to jest? — zdziwiła się Gabrysia.
— Jesteśmy żywymi witaminami — odpowiedziały chórem owoce.
— Zawieram dużo żelaza, które jest potrzebne dla zdrowej krwi — ogłosiło z dumą jabłko.