Zającowo
W wielkim zielonym lesie, w brzozowej gęstwinie kryło się Zającowo. W tej wiosce mieszkały tylko zające — białe, szare i nawet różnobarwne. Każdy zając miał domek w kolorze swojego futerka, więc cała wioska wyglądała kolorowo i pstrokato. Jakby ktoś rozsypał w trawie koraliki, a one przemieniły się w domki. Żółte, czerwone, jasnozielone, złote... — całe mnóstwo!
Przy każdym domku był ogród. Zające hodowały w nich kapustę, marchewkę, ogórki i wielkie, smaczne pomidory.
Dzień w wiosce zaczynał się od podlewania roślin. Wszyscy mieszkańcy brali swoje konewki i z powagą polewali grządki, chwaląc się swoimi warzywami. Potem zające zbierały się na dużej polanie pośrodku wsi, piły herbatę, jadły marchewkowe ciasto i rozmawiały o swoich ogrodach. Warzywa w Zającowie rosły bardzo szybko. Raz w miesiącu zające organizowały konkurs na największą kapustę. Właściciel zwycięskiej kapuścianej główki otrzymywał nagrodę. Na jego cześć urządzano świąteczny koncert z piosenkami i tańcami, a cała wioska zachwycała się umiejętnościami zwycięzcy.
Zebrane plony zające odwoziły do spichlerza. To był największy budynek we wsi, w którym przechowywano nie tylko warzywa, ale również rzecz najcenniejszą: zapas nasion wszystkich rodzajów. Zające były bardzo pracowite i hodowały znacznie więcej warzyw, niż im było potrzeba. Dlatego co tydzień, w niedzielę, jeździły na leśny targ, żeby sprzedawać nadwyżki. Leśny targ był bardzo ważnym wydarzeniem dla wszystkich mieszkańców wielkiego lasu. Tutaj przychodziły kózki z Kozłówka, krowy z Krowianki, jeże z Kolcówka i kury z Ptasiego Miasteczka.
Na targu wszyscy wymieniali się swoimi towarami. Zające proponowały warzywa, krowy — mleko, jeże przynosiły smaczne jabłka i grzyby, a kury — świeże jajka.
Pod koniec dnia urządzano duży świąteczny poczęstunek.
Takie wspaniałe życie miał też zając imieniem Uszko. Uszko miał złote futerko. Mieszkał w pięknym złotym domku na skraju brzozowego zagajnika i miał największy warzywnik w całej zajęczej wiosce.
Uszko nie zawsze dobrze sobie radził z dbaniem o tak duży ogród, więc jeszcze nigdy nie wygrał konkursu na największą kapustę, a było to jego wielkim marzeniem.
Pewnego ranka, podczas podlewania warzywnika, Uszko przypomniał sobie, że nie zdążył zawieźć do spichlerza marchewek i woreczka z nasionami. Zając przyczepił do paska woreczek, załadował całą taczkę marchwią i sapiąc z wysiłku zaczął pchać ją w stronę spichlerza.
Nagle zerwał się wiatr i niebo zasłoniły czarne chmury. Uszko znajdował się akurat w połowie drogi między domem i spichlerzem.
— Zostaw taczkę, zaraz będzie lało! — zawołały do niego przebiegające obok zające.
Uszko zawrócił i tak szybko, jak tylko mógł, zaczął pchać taczkę z powrotem do domu. Nie zamierzał zostawiać swoich marchewek. Zając starał się szybko biec, ale taczka była bardzo ciężka i do tego zaczął padać silny deszcz, który zalewał mu oczy. Uszko pośliznął się i upadł. Taczka przekręciła się, warzywa rozsypały po ziemi. Zając podniósł się i pobiegł do domu. Kiedy w końcu dotarł do swojego domku, był cały mokry i zabłocony.
— Cała moja marchewka przepadła! — zapłakał Uszko. — Dobrze, że chociaż nasiona zostały.
Nagle zrobiło się bardzo cicho, zając podbiegł do okna i zobaczył, że deszcz ustał. „Może jeszcze uda mi się uratować moje warzywa?” — pomyślał Uszko i wybiegł z domu. Ale gdy tylko pojawił się na podwórku, na niebie błysnęła ogromna błyskawica, zrobiło się oślepiająco jasno i rozległ się straszny grzmot. Zając ze strachu zamknął oczy, a kiedy je otworzył, zobaczył blask ognia. To płonął spichlerz, w który uderzył piorun.
— Pożar! Pożar! — krzyknął Uszko i pobiegł w tamtą stronę.
Zające wyskakiwały ze swoich domków z wiadrami i biegły na miejsce pożaru. Zanim zające nabrały wody i dotarły do spichlerza, ten spłonął doszczętnie. Pozostały tylko zwęglone ściany.
Zające stały przy zgliszczach i zdezorientowane pytały się nawzajem:
— Co teraz będziemy jeść?
— Wszystkie nasiona przepadły, jak wyhodujemy nowe warzywa?
Wtedy wystąpił naprzód najstarszy zając imieniem Szczodryk i zwrócił się do innych:
— Może ktoś ma w domu jakieś warzywa albo nasiona?
Zające niepewnie rozkładały łapki. Nikt nie miał nasion, wszystkie spłonęły w spichlerzu. Zostało tylko trochę warzyw w domkach.
Uszko chciał zawołać, że on ma nasiona, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobił. Milczał i rozmyślał: "Mojego woreczka nie wystarczy na wszystkie ogrody w wiosce. Lepiej zasieję te nasiona u siebie. Ale co będą jeść inne zające?"
Uszko dręczyły wątpliwości: zostawić nasiona dla siebie czy podzielić się z innymi?
A co ty wybierzesz?
Не бійся темряви
0:00
0:00
Oceń bajkę i odbierz kolorowankę w prezencie