Żabie przemiany
Było ciepło, rozkwitały sady. Nad jeziorem rozlegało się głośne rechotanie — to żaby śpiewały swoje piosenki. U nich akurat nastał czas ślubów. Dlatego wszystkie się cieszyły i dobrze bawiły.
Pod wodą młody żuk-pływak poruszał łodygami nenufarów.
— A sio stąd! — usłyszał nagle tuż obok groźny głos.
Obejrzał się i zobaczył żabę. Patrzyła na niego bardzo nieprzyjaźnie.
— A kysz stąd, mówię do ciebie! — powtórzyła i podpłynęła nieco bliżej.
Z drugiej strony zbliżył się mąż żaby, który był od niej większy.
— Ja nie robię nic złego! Żywię się roślinami, nie jem ani ryb, ani żab! — krzyknął żuk. — Dlaczego mnie przepędzacie?
— Wszystkie żuki-pływaki to straszne drapieżniki! — odparł gniewnie pan żaba i podpłynął jeszcze bliżej. — Idź sobie, zanim cię nie zjemy!
— Ale ja naprawdę nie jem niczego poza wodorostami i roślinami! — zapewniał żuk i na dowód, że mówi prawdę, odgryzł kawałek łodygi nenufaru i go przełknął. — O, widzicie?!
— Cicho, roślinożerco! Nie krzycz! — skarcił go pan żaba i przyłożył palec do pyszczka. — Dzieci śpią!