Wulkan
Pisklak niebieskiej muchołówki zobaczył dym nad górą. Otworzył dziób, żeby powiedzieć o tym rodzicom, ale mama zaraz wepchnęła mu do dziobka muchę. Pisklak mało się nie udławił — i słowami, i muchą. Próbował skrzydełkiem wskazać mamie i tacie niebezpieczeństwo, lecz oni natychmiast znów pofrunęli po jedzenie.
Pisklak obserwował górę. Gęsty dym unosił się coraz wyżej, mieszając się z chmurami.
— Patrzcie tam! — zawołał, kiedy rodzice wrócili do gniazda.
— Ojej... — Mama aż wypuściła muchę z dzioba. — Zdaje się, że wulkan się budzi...
— Co?! — Tacie też mucha wypadła. — Po co się budzi? Dlaczego się budzi?
— Tak, tak, dlaczego? — zawtórował tacie syn.
— Pewnie dlatego, że podziemne warstwy Ziemi się przemieszczają... — powiedziała mama. — Ona czasami zmienia swój wygląd albo skład wewnętrzny... Nastał czas zmian!
— Mamo, opowiedz mi o tym! — prosił pisklak.
— Tak, tak, opowiedz, a ja polecę po muchy! — Tata wykręcił się od rozmowy, a raczej wyleciał.
— Popatrz, synku. — Mama wskazała dym. — Tam unosi się popiół, czyli lekkie drobinki spalonej substancji. To znaczy, że w środku wulkanu jest gorąca mieszanina różnych kamieni i metali, która chce się wznieść na szczyt.