Wiatr
Z ziemi unosił się przezroczysty strumyk powietrza. Jakaś siła ciągnęła go do góry. "Dokąd ja lecę? — pomyślał. — Czyżby do chmur?" Maleńki i niewidzialny, wiedział, że niebo zaczyna się od razu przy ziemi, ale chmury żyją ponad wierzchołkami drzew, a tak wysoko jeszcze nigdy nie doleciał. Kiedy dotarł do gałęzi, trochę zabłądził w koronie drzewa.
— Cześć! — powiedziało Drzewo, które zauważyło niepewność małego strumienia powietrza. — Zaraz dodam ci siły!
I zaczęło wydzielać z liści przejrzysty tlen, którego malusieńkie cząsteczki zakręciły się dokoła strumyczka i zaprosiły go do tańca. Od razu poweselał, stał się pewniejszy siebie i pobawiwszy się trochę z liśćmi, zrobił się zauważalnie silniejszy.
— Teraz to zupełnie co innego! — powiedziało Drzewo. — Teraz masz imię: Wietrzyk. Poruszasz się. I chociaż cię nie widać, można cię poczuć. Oraz usłyszeć. Na przykład, kiedy szeleścisz w liściach. Poza tym wietrzyki bywają chłodne, ciepłe, zimne i gorące.
— A ja jaki jestem? — spytał Wietrzyk z ciekawością.
— Jesteś chłodnym i przyjemnym, orzeźwiającym Wietrzykiem.
Wietrzyk nasłuchiwał: wydało mu się, że coś go woła. Albo ktoś.
— Czas na mnie! — powiedział.