W królestwie liczb
W odległym królestwie liczb żyły wesołe i kolorowe cyfry. Każda z nich była wyjątkowa i niepowtarzalna, a wszystkie żyły szczęśliwie. W liczbowym lesie, gdzie rosły cyfry od zera do dziewięciu, każda miała swój domek i swoją pracę.
Pewnego ranka, kiedy promienie słońca prześwietliły korony drzew, cyfry zebrały się na polanie. Wszystkie poza... Zerem. Zera nie było. Cyfry się zdziwiły i poszły go szukać.
― Przepraszam, że nie przyszłom na czas ― powiedziało Zero. ― Ale bałom się, że jestem wam niepotrzebne. Jestem przecież tylko zerem. Ale też chcę być pożyteczne!
Cyfry się uśmiechnęły i powiedziały Zeru:
― Zero, jesteś bardzo ważną cyfrą! Możesz stanąć przy każdej liczbie i uczynić ją nie tylko wielką, a po prostu ogromną! Popatrz na Jedynkę: jeśli dodać do niej zero, stanie się dziesiątką, przy dwóch zerach ― będzie miała wartość sto, a jeśli postawić przy niej sześć zer, to wyjdzie cały milion!
Zero bardzo się ucieszyło. A każda cyfra postanowiła pokazać Zeru w jaki sposób może być przydatna.
― Mogę zacząć każdą liczbę i być pierwsza ― powiedziała Jedynka.
― Razem z Jedynką możemy dawać innym radość ― dodała Dwójka.
― Wszystkie razem możemy zbudować trójkąt! ― zawołała Trójka z uśmiechem.
Czwórka z Piątką zaproponowały, że policzą płatki w kwiatach rosnących w liczbowym lesie, a Szóstka chciała zmierzyć szerokość rzeczki, która płynęła przez las.