Strony świata
Marysia bardzo chciałaby umieć to, co jej tata. A on w każdym nieznajomym miejscu zawsze czuł się jak u siebie w domu. I zawsze wiedział, dokąd iść.
Pewnego dnia tata zgodził się zabrać ją ze sobą na wycieczkę i powiedział córce, że powinna wziąć ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Marysia już się przygotowała. Włożyła do swojego plecaczka książeczkę do kolorowania, kredki, pluszowego zająca i dwie przepiękne różowe wstążki.
— Jestem gotowa! — zawiadomiła tatę.
Tata poprosił, żeby pokazała, co ma w plecaku. Marysia wyciągała po jednym przedmiocie i kładła je na stole.
— To wszystko zostawimy w domu — powiedział tata z uśmiechem i odsunął wszystkie skarby Marysi na bok.
Dziewczynka wygięła buzię w podkówkę, gotowa się rozpłakać.
— Będzie mi smutno bez zajączka — zamarudziła. — I będę brzydko wyglądać bez kokardek!
— W lesie zobaczymy prawdziwe, żywe zające — obiecał Marysi tata. — A kokardek nie będziemy mieli czasu zawiązywać, tyle będzie dokoła ciekawych rzeczy. I rysować też nie będzie czasu. Weźmiemy ze sobą co innego.