Ślady
Pewnego razu Kamil znalazł ślady. Ogromne! Podobne do śladów ludzkich stóp, tylko o wiele większe. Długie palce, może nawet z pazurami… Ślady prowadziły do lasu.
Chłopiec już potrafił rozpoznać ślady zająca: dwa długie, dwa krótkie. Ślady psa, ślady dzika, wilka, węża, myszy, jeża, ptaków i ślimaków. Nauczył go tego dziadek. Często brał Kamila ze sobą do lasu, żeby chłopiec czuł się tam pewnie i zawsze znalazł drogę do domu.
— Po co męczysz dziecko? — pytała babcia, kiedy dziadek budził wnuczka o świcie.
— Nie męczę, tylko uczę, jak przeżyć w lesie — odpowiadał zawsze dziadek.
— Ja nie jestem dzieckiem! — dodawał Kamil.
— No dobrze, dobrze — poddawała się babcia i szykowała dla nich na drogę ciepłe paszteciki, zawinięte w gruby ręcznik, żeby nie wystygły. — Idźcie, tropiciele. Tylko uważajcie na siebie!
Dziadek całował babcię w jeden policzek, a wnuk w drugi — i razem ruszali do lasu. W lesie zawsze było bardzo interesująco. Kamil poznał mnóstwo zwierząt, a nawet trochę zaprzyjaźnił się z wiewiórkami, którym przynosił orzechy.
I oto dzisiaj Kamil, widząc te nieznajome ślady, doszedł do samego brzegu lasu. Słońce już zachodziło, dotykając czubków sosen, dzień się miał ku końcowi. Dziadek był w domu i rąbał drewno. Iść samemu w las wieczorem? Strach, ale Kamil był bardzo ciekawy.