Potrzebna gwiazda
Była sobie kiedyś mała gwiazdka o imieniu Lorena. Każdej nocy, razem z innymi gwiazdami, wychodziła na niebo i zapalała swoje światło. Tak robiły wszystkie gwiazdy od zarania dziejów.
„A co się stanie, jeśli nie będę świecić? — pomyślała pewnego razu Lorena. — Co, jeśli nie będę miała ochoty świecić albo będę zmęczona? Albo po prostu nie zechcę i już?”
I oto pewnej nocy Lorena wyszła razem z innymi na niebo, ale nie zapaliła swojego światła. Po co? Przecież jest tyle blasku innych wielkich gwiazd. A ona jest zupełnie mała. Nikt nawet nie zauważy, że pozostanie ciemna.
— Czy coś ci jest? — zapytała ją wielka gwiazda Natella, dotykając czoła Loreny swoim promieniem.
— Nie — odpowiedziała Lorena, uchylając się od promienia. — Po prostu nie chcę świecić. Nas, gwiazd, jest i tak mnóstwo. Niech inne świecą za mnie.
— Ale tak nie można, Lorena! — przekonywała ją Natella. — My, gwiazdy, jesteśmy po to, żeby świecić!
— Ale po co? — nie ustępowała mała Lorena. — Komu to jest potrzebne?
— Spójrz! — Natella wskazała na małą błękitną planetę. — To Ziemia. Mieszkają tam ludzie. I ptaki. I zwierzęta. To dla nich świecimy. A jeśli choćby jedna z nas przestanie świecić, statki zboczą z kursu, ptaki stracą orientację i zabłądzą, a na planecie zapanuje chaos.
— No i co z tego? — powiedziała Lorena. — To przecież tylko jakaś jedna malutka planeta w ogromnym kosmosie.
— Ojej! — wykrzyknęły inne gwiazdy. — Nie rozumiesz. Być komuś potrzebną to przecież takie wspaniałe! Smutno, jeśli nikt cię nie potrzebuje!
— Ale przecież ci ludzie, ptaki i zwierzęta nawet mnie nie widzą! — tłumaczyła się Lorena.
— Ale widzą twoje światło — odparła Natella. — A w ogóle, jeśli choćby jedna gwiazda przestanie świecić, może to zmienić cały porządek świata. Może się wydarzyć nieszczęście.