Ogniowiki
Dwa małe kraby — chłopiec Arachis i dziewczynka Nuga — bawiły się na dnie morza i znalazły niewielką jaskinię. Postanowiły ją zbadać. Nuga trochę się bała, ale Arachis stanowczo chwycił ją za szczypce i pociągnął za sobą. Zauważyli, że w głębi jaskini świeci jakiś ogienek i chcieli się przyjrzeć temu dziwnemu zjawisku. Sama jaskinia była ciemna. W każdym zakątku czaiły się jakieś stworzenia. Właśnie obok krabików przepłynęło stado ryb, muskając je śliskimi bokami. Potem spłoszyli jakieś galaretowate organizmy, których dotyk przypominał śluz.
Nuga wzdrygnęła się i przytuliła do Arachisa.
— Nie bój się — dodawał jej otuchy. — To pewnie tylko meduzy. Światełko jest coraz bliżej, wkrótce zobaczymy, kto tu pływa.
— Może to świeci kawałek gwiazdy, która spadła z nieba? — zasugerowała Nuga, przytulając się do Arachisa. — Czasami na brzegu obserwuję, jak z nieba wpadają prosto do morza.
— Niedługo się dowiemy! — powiedział Arachis i znów pociągnął Nugę za sobą.
Światełko było coraz bliżej i świeciło coraz jaśniej. Krabiki poruszały się szybciej. Nagle z jakiejś szczeliny wypłynęła wężopodobna istota i zablokowała im drogę. Krabiki cofnęły się.
— Co tu robicie, maluchy? — zapytała istota piskliwym głosem i wyszczerzyła zęby.
— To murena! — powiedział Arachis do Nugi.