Nasionko
W ogrodzie wyrósł słonecznik. Każdego ranka obracał się w stronę słońca i śledził je wzrokiem aż do samego zachodu, łowiąc kwiatem każdy promień. W jego środku, pod złocistymi czapeczkami, dojrzewały nasiona. Na początku były malutkie i niezauważalne. Potem urosły, poczerniały i zrzuciły czapeczki. Oznaczało to, że wkrótce nadejdzie czas, by wyruszyć w samodzielną drogę. Nasiona szeptały o tym, kim każde z nich chciałoby zostać.
— Chcę być elegancką damą! — powiedziało jedno nasiono. — I nosić wielki, kolorowy kapelusz, jak muchomor!
— Chcę zostać zwykłym słonecznikiem i mieć mnóstwo dzieci! — powiedziało drugie ziarenko.
— Chcę nakarmić wszystkie głodne ptaki — powiedziało trzecie. — Bo zimą zginą bez jedzenia.
Pozostałe ziarna też brały udział w dyskusji, a tylko jedno małe ziarenko milczało. W jego domku było mu ciepło i przytulnie. Nie rozumiało, po co miałoby go opuszczać i stawać się kimś innym.
Nadeszła w końcu jesień. Główka słonecznika zwiesiła się pod ciężarem dojrzałych nasion. Żółte płatki opadły. Ptaki zaczęły przylatywać i dziobać nasiona.
Pewnego dnia zerwał się silny wiatr i zaczął kołysać słonecznikiem. Niektóre nasiona wypadły na ziemię. Potem przyszedł jakiś człowiek i potrząsnął słonecznikiem. Mnóstwo nasion wysypało się do jego torby. Człowiek zabrał nasiona ze sobą. W słoneczniku zostało ich bardzo niewiele. Małe nasionko nie chciało opuszczać swojego domku, bało się i trzymało się go z całej siły.
— Ale przecież wszystkie musimy odejść! — przekonywały je inne ziarenka. — W końcu życie toczy się dalej i musimy zdążyć zrobić coś dobrego na tym świecie.