Liść jak gwiazda
Leciał liść klonu przez pole, przez zagajnik, nad rzeczką, nad mostem, kręcił się i tańczył na wietrze. Przelatując nad kałużami, patrzył na swoje odbicie i zastanawiał się, do czego jest podobny. Liście innych drzew były mu bowiem znane, a siebie samego widział po raz pierwszy. Na przykład wiedział, że liść lipy przypomina serduszko, liść wierzby — rybkę, liść jarzębiny — ogon ognistego ptaka, a liść osiki — małe słoneczko, ale nie wiedział, do kogo podobny jest on sam.
W trakcie tych rozmyślań zaskoczyła go ulewa. Wszystkie liście przestały fruwać i opadły na ziemię lub wpadły do rzeki, a niektóre — do kałuż. A nasz klonowy listek wylądował na czapce pewnej dziewczyny, która siedziała na ławce i rozmawiała z przyjaciółką.
— Ojej, zaczęło padać — powiedziała przyjaciółka. — Może stąd pójdziemy? Bo całkiem przemokniemy!
Dziewczyny wstały i poszły przez park pod jesiennymi drzewami. Liść jechał na czapce. Podobało mu się to, bo mógł spokojnie oglądać wszystko dookoła. No i czapka była ładna. Brązowo-pomarańczowa — w jesiennych kolorach. Przed nimi pojawiła się kawiarnia. Kiedy dziewczęta weszły do środka, przyjaciółka spojrzała na dziewczynę w brązowo-pomarańczowej czapce i roześmiała się.
— Co? — zapytała dziewczyna i zaczęła macać twarz. — Ubrudziłam się?
— Na twojej czapce! Wielki liść! — powiedziała jej koleżanka.
Dziewczyna zdjęła czapkę i uśmiechnęła się. Liść jej się spodobał.