Kurz
"Ciekawe, skąd bierze się kurz?" – pomyślał kotek i kichnął.
Kotek siedział na szafie, a po niej sunął promień słońca, podświetlając najmniejsze pyłki, wirujące w powietrzu. Kotek spróbował dotknąć ich łapką, ale one były leciutkie, nieuchwytne i tylko mocniej zatańczyły w powietrzu. Kotek obejrzał się i zobaczył, że za nim ciągną się ślady na szarym nalocie kurzu.
"Może to motyle przylatują tu na szafę i strząsają pyłek ze swoich skrzydełek?" – pomyślał kotek i pokręcił się w miejscu, zostawiając dokoła siebie ślady łap, jak pieczątki. Nawet ładnie to wyglądało. W kurzu można było rysować, tylko kiedy dostawał się do nosa, strasznie łaskotał i kotek musiał kichać. Do tego kurz był miękki i kotek postanowił się w nim trochę potarzać.
Kiedy mama-kotka zawołała go na obiad, w pierwszej chwili mało nie zemdlała, widząc przed sobą kurzowego potwora. Potem jednak dostrzegła pod tą całą szarą kosmatością swojego syna, złapała go za kark i zaniosła do łazienki.
– Gdzie ty znalazłeś tyle kurzu? – zapytała mama, polewając kotka ciepłą wodą.
– Na szafie – wyjaśnił kotek. – Jego tam jest duuuużo! Dla ciebie też starczy. Mamo, on jest taki puchaty!