Księżyc z sera
Myszka Sonia rysowała obrazki ogonkiem na ziemi. Podszedł do niej kolega, chomik Riki, pooglądał jej rysunki i zapytał:
— A co to takiego?
— Statek kosmiczny — odpowiedziała myszka, nie odrywając się od swojego zajęcia. — Zbuduję go, polecę w kosmos i będę jeść ser.
— Ser? — zdziwił się chomik. — W kosmosie? Skąd w kosmosie ser?
— Jak to skąd? — zdziwiła się z kolei Sonia i aż uniosła łapki na takie głupie pytanie. — Nie widziałeś Księżyca w nocy? To przecież prawdziwy wielki kawał sera!
Riki widział Księżyc. Rzeczywiście był bardzo podobny do okrągłego kawałka sera.
— No tak… — W zamyśleniu podrapał się za uchem. — A ty na pewno dasz radę zbudować statek kosmiczny? — upewnił się.
— Mam bardzo mocne zęby! — powiedziała Sonia i pokazała zęby. — Mogę nimi gryźć nawet bardzo twarde rzeczy! Widzisz to drewno? Już sobie wygryzłam w nim przytulną kabinę. Pozostało zrobić wszystko co trzeba na zewnątrz, jak w prawdziwej rakiecie.
Sonia wskazała kawałek drewna, który leżał niedaleko. Razem z chomikiem weszli do środka. Rzeczywiście było tam wszystko jak w prawdziwej rakiecie. Nawet guziki na pulpicie sterowania.