Igiełka
Pewna kobieta bardzo lubiła haftować. Wzory tych haftów wyglądały, jakby były żywe. Jej małej córeczce Elinie wydawało się, że żyje w bajce. Otaczały ją niesamowite ogniste ptaki, łabędzie, kolorowe kwiaty, motyle, żaglowce... A w dodatku mama podczas haftowania opowiadała córce różne historie i legendy.
— Mamo, jak nauczyłaś się tak cudownie haftować? — zapytała Elina pewnego razu.
— Mam magiczną igiełkę! — Mama uśmiechnęła się i pokazała córce igłę, którą trzymała w palcach. — Jest wyjątkowa.
Dziewczynka spojrzała na igłę. Co w niej takiego wyjątkowego? Zwykła metalowa igła. Nawet nie złota ani nie tęczowa. Podobna do wszystkich innych igieł. Może tylko uszko się różniło. Było długie, a inne igły miały mniejsze uszka.
Dziewczynka zaczęła się przyglądać, jak mama wyszywa i wydawało się, że w jej rękach ta igiełka jakby ożywała. Jakby igła sama prowadziła rękę mamy i tworzyła niezwykłe wzory.
„Muszę sama spróbować — pomyślała Elina. — Może ta magiczna igiełka mnie też nauczy haftować?”
Kiedy mama wyszła do kuchni, żeby przygotować obiad, Elina wzięła kawałek materiału, nawlekła nitkę na magiczną igłę mamy i czekała na cud. Ale igła wcale nie chciała szyć sama. A kiedy dziewczynka zaczęła robić ściegi, okazały się zupełnie inne niż u mamy: krzywe i brzydkie. Nitka ściągała materiał i ogólnie wszystko było nie tak.