Czarodziejska przerwa
Zadzwonił dzwonek, a pierwszoklasiści wstali z ławek i poszli na przerwę. Nie wiedzieli tylko, że tym razem będzie ona magiczna.
Wychodząc z klasy, dzieci zobaczyły na środku korytarza wielką, świecącą bramę. Gdy tylko przez nią przeszły, znalazły się w przestronnej sali z lustrami.
–– Widzę piękną lalkę, taką, o jakiej od dawna marzyłam! –– zawołała Małgosia, patrząc w jedno z luster.
–– A ja widzę szczeniaczka. Dokładnie o takiego prosiłam mamę na urodziny –– powiedziała wesoło Dorotka.
Każde z dzieci widziało coś, czego pragnęło. I tylko Krzyś nie zobaczył niczego.
–– Dziwne... dlaczego ja nic nie widzę? –– wymamrotał zdezorientowany chłopiec.
–– A o czym marzysz? Czego najbardziej pragniesz? –– zapytali go koledzy i koleżanki z klasy.
–– Nie wiem –– odpowiedział Krzyś. –– Rodzice często mówili, że marzenia są niepotrzebne.
–– No coś ty?! –– zawołała Małgosia. –– Jeśli się nie marzy, to w ogóle nie wiadomo, do czego dążyć!
–– Nie będzie się miało celu –– poparła ją Dorotka. –– Więc jeśli te lustra pokazują to, czego pragniemy, spróbuj zobaczyć swoje marzenie.
–– Spróbuję –– powiedział Krzyś i zamknął na chwilę oczy, a potem zaczął wpatrywać się w jedno z luster.