Cudowny kurnik
— Z drooogi!!! — krzyczał Radek.
Pędził z górki, siedząc na taczce. Trzymał za brzegi i podskakiwał na kępach trawy. Indyk nie chciał ustąpić z drogi i gulgotał gniewnie, bo taczka mało mu nie przejechała przez ogon.
— Aaaaaa!!! — wrzeszczał Radek.
Rozbiegły się krowy, gęsi, dziadek i babcia, którzy zgarniali siano w stóg. Wielki pies, śpiący pod drzewem, obudził się nagle i zaspany aż wskoczył na gałąź, skąd ze zdumieniem obserwował to, co się działo, zwiesiwszy łapy i język.
W końcu taczka wjechała w stóg siana, rozrzucając go, i zatrzymała się. Wyleciały z niego dynie i Radek. Chłopiec łukiem przeleciał nad łąką i wylądował na dachu kurnika, a stamtąd wpadł już do samego kurnika. Kury ze strachu zniosły po jajku. Kogut spojrzał na nie z zadowoleniem. Nie na próżno właśnie opowiadał im o korzyściach płynących z dobrego nastroju i światła słonecznego.
Przez dziurę w dachu zaglądało teraz słońce.
Kury nie dostrzegły nic strasznego i uspokoiły się. Z jakiegoś powodu nie zauważały chłopca, który stał pośrodku kurnika i machał rękami, otrzepując się ze słomy.
— No proszę, moje kurki — radośnie zagdakał kogut. — Słońce jest pożyteczne, przecież mówiłem!
— A co, jeśli przez tę dziurę w dachu zacznie padać deszcz? — odparła niezadowolona czarna kura.
— Co jest?! — zdenerwował się kogut. — Kto tu psuje wszystkim nastrój?
Radek zamarł ze zdumienia. Zdał sobie sprawę, że nagle zaczął rozumieć, co mówią kury i kogut. Chłopiec podszedł bliżej i pomachał przed nimi rękami.
— Och, powiał wiaterek! — wykrzyknęła biała kura. — Skąd ten wiatr?
— Z dziury w dachu! — burknęła czarna kura.
— Co za negatywne nastawienie! — krzyknął kogut. — Nie pozwolę na to!
Kogut rozgniewał się, zaczął podskakiwać i piać. Radek złapał go i uniósł w powietrze.
Zaskoczone kury zapomniały, jak się gdacze, gdy ich przywódca zawisł metr nad ziemią, rozglądając się i oburzając. Jego łapy machały w powietrzu.
— Wy mnie nie widzicie? — zapytał niespodziewanie Radek po kurzemu.
— Wid-wid-widzimy — wydukała z trudem czarna kura. — Wisisz w powietrzu z podniesionymi łapami.
— To nie ja! — krzyknął kogut.
Kury spojrzały po sobie. Nic nie rozumiały. Jaka siła uniosła ich przywódcę i utrzymywała go w powietrzu?
Radek spojrzał na koguta, potem na swoje ręce i zrozumiał, że nie ma żadnych rąk. A dokładniej ma, ale są przezroczyste. Tak samo jak nogi. I jak całe ciało.
Chłopiec rzucił koguta na podłogę, otworzył drzwi i wybiegł na zewnątrz. Tutaj było jaśniej niż w kurniku, ale Radek nadal nie widział ani swoich rąk, ani nóg.
„Stałem się niewidzialny!” — wystraszył się Radek i pobiegł nad rzeczkę, żeby spojrzeć na swoje odbicie. W wodzie odbijało się tylko niebo, drzewa i chmury — ani rozczochranego chłopca, ani podartych spodni, ani wywróconych kieszeni. Krótko mówiąc ani śladu Radka. Chłopiec zanurzył nogę w wodzie i poruszył nią. Po wodzie rozeszły się kręgi, ale noga pozostała przezroczysta.
Radek pobiegł z powrotem do kurnika i wyskoczył przez dziurę w dachu. Ręce i nogi znów były na swoim miejscu, wszystko widoczne, jak zwykle brudne po zabawie na dworze.
Potem chłopiec ponownie przelazł przez dziurę na dół do kurnika i znów stał się niewidzialny.
A to dopiero! Co robić dalej? Stać się widzialnym i wrócić do domu, czy pozostać niewidzialnym i szukać przygód w tej postaci?
A co ty wybierzesz?
Не бійся темряви
0:00
0:00
Oceń bajkę i odbierz kolorowankę w prezencie