Bóbr i kompromis
Ryba z rakiem pokłócili się ze sobą. Mieli ochotę zająć ten sam kawałek podwodnej części brzegu rzeki. Rak chciał zbudować tam sobie norkę, a ryba gniazdko, gdzie chciała złożyć jajeczka i wyhodować narybek. Kłócili się i popychali, a żadne nie chciało ustąpić.
Podpłynął do nich bóbr. Zorientował się, że czas ich rozdzielić, inaczej zrobią sobie krzywdę. Był od nich dużo większy i silniejszy, więc złapał oboje za ogony i przytrzymał.
— Nie należy tak się zachowywać. Należy być cierpliwym, uprzejmym i znajdować kompromisy — powiedział bóbr.
— Kompro… co? — zdziwił się rak. Nie znał takich słów.
Ryba też ze zdumieniem patrzyła na bobra.
— Kompromis to wyjście z sytuacji drogą wzajemnych ustępstw — wyjaśnił im bóbr.
— To znaczy... co mamy zrobić? — zapytała niepewnie ryba.
— No cóż... — uśmiechnął się bóbr. — Zrezygnować z tego terenu i znaleźć sobie inne!
Puścił raka i rybę, i wypłynął na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza. Ależ on jest mądry! Wyprosi stąd tych kłótników, a sam zajmie to miejsce. Właśnie tutaj bardzo wygodnie jest zbudować tamę i wykopać sobie norę.
— Zróbmy ten... kompres! — powiedział pojednawczo rak. — Przecież zawsze byliśmy przyjaciółmi. A teraz się tak brzydko pokłóciliśmy!
— Kompromis! — poprawiła ryba. — Tak, trzeba zachować przyjaźń, ale przecież trzeba też zbudować mieszkanie. A to bardzo wygodny zakątek.
Miejsce rzeczywiście było dogodne. Brzeg lekko zwisał nad wodą i chronił wodnych mieszkańców przed wzrokiem ciekawskich. A na brzegu rosła wierzba, której gałęzie opadały aż do samej wody. Było to zarówno piękne, jak i bezpieczne. Gałęzie dobrze chroniły przed drapieżnikami.